Autor / Wiadomość

Piesze wedrówki przez świat

Senanta
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2006
Posty: 1421
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: z marzeń

PostWysłany: Nie 18:11, 05 Lis 2006     Temat postu: Piesze wedrówki przez świat


Dokładnie tydzień temu obchodziłam półwiecze. Właśnie z tej okazji wybrałam się w góry.


W sobotę pojechałam do Międzygórza a stamtąd czerwonym szlakiem powędrowałam na Śnieżnik, dotarłam do schroniska "Na Śnieżniku"
gdzie miałam zarezerwowane miejsce, zostawiłam rzeczy i powędrowałam zdobywać szczyt. Nie widziałam nic, był spowity we mgle wiec zrobiłam sobie zdajecie na tle tablicy i zaczęłam powrotną drogę do schroniska. Po ciężkim wysiłku należał mi się prysznic. Po wrzuceniu monety miałam dostęp do kabin. W środku okazało się, że jest tylko zimna woda, szczękając zębami umyłam się i gdy skończyłam przyszła pani, która zakomunikowała, że za chwilę będzie ciepła woda gdyż poprosiła o jej włączenie kierownika. Zimny prysznic na zakończenie półwiecza. Pewnie tak miało być. Jako, że schronisko nie ma dostaw energii elektrycznej jedyna rozrywką są rozmowy w sali kominkowej gdzie nie omieszkałam się udać. Posiedziałam trochę zjadłam obiad ale wrzaskliwi Czesi zniechęcili mnie i poszłam do pokoju.
Lampa dawała minimalną ilość światła, momentami przygasała, zajęłam się planowaniem trasy na niedzielę, miałam frajdę niesamowitą.
Spałam na takim łóżku, oczywiscie na pieterku z widokiem na góry.
Trójka młodych ludzie z którymi dzieliłam pokój na dwa dni przyjechała z Warszawy. Byli bardzo sympatyczni wiec mogłam sobie z nimi pogawędzić. Jubileuszowa niedziela 29.10.2006r. przywitała mnie deszczem i mgłą. Ten niezwykły dzień dodatkowo miał atrakcję w postaci 25 godzinnej doby ze względu na przesunięcie czasu. Nie jadłam śniadania bo był za duży tłok, suchy prowiant miałam wiec przetrąciłam coś w pokoju i wyruszyłam na szlak. Z uwagi na deszcz i mgłę która uniemożliwiała podziwianie widoków wieczorne przymiarki musiały zostać odłożone na inne czasy. Zmieniałam trasę usiłując dopasować do panujących warunków w końcu postanowiłam marsz do rozwidleniu szlaków i wstępnie wędrówkę żółtym ale chodził mi po głowie również niebieski. Już na początku wędrówki mapa została przemoczona więc starałam się jej nie wyciągać bez konieczności. Samotna wędrówka szlakiem, marsz bez możliwości podziwiania widoków tylko odgłos moich kroków. Padający deszcz wzmógł się bardzo i tak dotarłam do rozwidlenia szlaków. Nie wiem jak to się stało ale nie mogłam znaleźć strzałki z żółtym szlakiem więc postanowiłam że pójdę tak jak poprzedniego dnia rozważałam niebieskim. Wiedziałam tylko jedno, że czerwony na takie warunki jest zbyt długi i muszę go zostawić na następną wyprawę. Strzałka była jedna wiec nie wyciągałam mapy aby się nie rozpadła, szłam dalej. Absolutnie sama na szlaku. Tego było mi trzeba właśnie tego szczególnego dla mnie dnia. Kurtka kupiona tuż przed wyjazdem spisywała się cudownie ale spodnie były przemoczone do suchej nitki, przemókł również plecak na szwach. Nie przewidziałam że nie przejdzie próby deszczu w ogóle deszczu nie brałam pod uwagę przed wyjazdem. Wpadłam na pomysł osłaniania go kurtką przeciwdeszczową ale szkody już powstały, rezerwowe spodnie były mokre.
Z Międzygórza żółtym szlakiem powędrowałam na Igliczną. Dotarłam przemoczona do Sanktuarium Marii Śnieznej, zdjęłam plecak, czapkę i przemoczona stanęłam oparta o kratę. Modlące się obok osoby odeszły zostałam sama. Zadumana oparłam się na dłoniach uczepionych kraty. Kościelny był tak miły, że zgasił mi światło, uleciałam myślami daleko. Wyrwał mnie z zadumy dźwięk bijącego kuranta, był to zegar, który wybił punktualnie godzinę 13!
Uwiadomiłam sobie, że w Sanktuarium zegar wybił moją 50-tą rocznicę urodzin! To było niesamowite!
Przecież nie planowałam takiego zdarzenia, nie patrzyłam na zegarek.
Zegar ustawiony w kościele toż to zupełna niespodzianka.
Ktoś tam w górze czuwał abym miała uroczystą chwilę szczęścia.


Później powędrowałam na Igliczną a po zejściu już z tarasu Sanktuarium podziwiałam widoki na rozpościerającą się dolinę. Miałam czas wiec powędrowałam do schroniska, gdzie przy wspaniałej kawie podziwiałam góry, jak pięknie wyglądały chmury wędrujące żlebami w górę. To było dla mnie nowe doznanie gdy obserwowałam jak nagle zmienia się pogoda, patrzyłam jak zahipnotyzowana.
Na pewno pojadę na dłużej do schroniska Na Iglicznej.
Zejście odbywałam czerwonym szlakiem wiec ponownie miałam okazję podziwiać Wodospad Wilczki. Ulewę przesiedziałam na przystanku autobusowym nie chciałam siedzieć w knajpie gdy dookoła takie widoki.

Jasne, że odchorowałam przemoczenie ale warto było.
Zobacz profil autora
Nefertiti
Moderator



Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 428
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Wto 14:20, 07 Lis 2006     Temat postu:


Sen, dzień spędziłaś cudownie, chociaż samotnie.
Międzygórze pamiętam jak przez mgłę - ale Wodospad Wilczki pozostał na zdjęciach (i nie tylko on!)
Zobacz profil autora
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)


 


Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach